Tytuł pierwszej polskiej aktorki, która pokazała się topless w filmie, należy do Hanny Skarżanki, która obnażyła pierś w filmie "Młodość Chopina". Skarżanka, grająca paryską robotnicę podczas rewolucji lipcowej 1830 roku, zostaje zaatakowana przez jednego z żołnierzy. Żołdak zrywa odzież z biednej rewolucjonistki i rani ją w nagą pierś. Sześć lat później w odważnej scenie udział wzięła Zofia Jamry. W filmie "Spotkania" pozowała studentom pracującym nad rzeźbą. I choć jest całkiem naga, stoi bokiem do kamery, a piersi zasłania gustownym wazonem.

Przełomem był występ Wandy Koczeskiej w filmie "Rancho Texas" w 1958 roku. Aktorka miała wtedy 21 lat, a partnerował jej Bogusz Bilewski. Jak opisuje portal nudografia.pl, filmowy Jacek z zachwytem obserwuje odbicie w wodzie nagiego ciała rozbierającej się Agnieszki. Gdy dziewczyna to zauważa, wrzuca do wody kamyczek, zaburzając toń wody.

W latach 60. nagość na ekranie pojawiała się z lekką nieśmiałością. Nie pokazywano zbyt wiele - gdzieś mignęły piersi, gdzie indziej kawałek pupy, ale wszystko to jakby za prześwitującą kotarą przykrywającą to, co reżyserzy jeszcze bali się odsłonić.

Nagość i od razu skandal

Te małe kroki doprowadziły do momentu, w którym polska aktorka po raz pierwszy zaprezentowała się widzom nago w pełnej krasie, nie chowając wdzięków za elementami scenografii czy choćby zwiewnymi tkaninami. To, co nieuchronne, nadeszło przy okazji ekranizacji powieści Stefana Żeromskiego "Dzieje grzechu". Walerian Borowczyk zdecydował się na umieszczenie w niej scen erotycznych z udziałem Grażyny Długołęckiej i Jerzego Zelnika lub też Olgierda Łukaszewicza. Wybuchł skandal, o którym mówiła cała Polska.

Po latach Długołęcka nie szczędziła reżyserowi krytyki. W 1999 roku w rozmowie z "Przeglądem Tygodniowym" twierdziła, że reżyser świadomie ją niszczył. - Uważał, że skoro gram rolę takiej kobiety, powinnam to robić również poza planem. Przekonywał, że muszę mu ulec. Szalał, że nie może mnie złamać. Stało się jasne, że ma manie seksualne - mówiła Długołęcka. - Chciał widzieć, jak rozkładam nogi - dodawała. Aktorka żaliła się, że kończąc film, była strzępkiem nerwów, schudła 14 kilogramów.

- Przeżywałam osobisty psychiczny dramat. Wychowana przez siostry urszulanki miałam mentalność zakonnicy i żyłam ze ściśniętymi nogami. Rozkładanie ich na planie w obecności reżysera niszczyło wszystko, co było we mnie czyste. Borowczyk z niebywałą złością sączył mi w ucho wulgarne słowa, straszył mnie i obrażał - mówiła aktorka.

Reżyser nie pozostał jej dłużny. Jego zdaniem Długołęcka cierpi na histerię na tle... seksualnym. - Bezradna wobec swego niemoralnie intensywnego popędu płciowego... Nerwica psychiczna Długołęckiej wynika z niespełnionych w życiu czynów, których domagał się jej popęd płciowy - twierdził Borowczyk.

Bywało śmiesznie

Na szczęście inne filmy obfitujące w sceny rozbierane nie miały tak dramatycznego finału. Niektóre historie związane z golizną na planie filmowym są wręcz zabawne. Tak jak to, co działo się podczas zdjęć do filmu "Zazdrość i medycyna" z 1973 roku. Ewa Krzyżewska miała wyjść całkiem nago przodem do partnerującego jej w tym filmie Andrzeja Łapickiego, a tyłem do kamery. Oto jak wybitny polski aktor wspominał ten moment:

Charakteryzatorki strasznie długo ją przygotowywały. Czekam i czekam. Kamera już ruszyła, żeby sfilmować moje pełne zachwytu i żądzy spojrzenie... Wreszcie wchodzi. Patrzę, a ona w najbardziej intymnych miejscach poprzyklejała sobie plastry. Różowe opatrunkowe plastry z kawałkami waty! Dwa na piersiach i jeden duży niżej! Wyglądało to obrzydliwe, jak w szpitalu, albo jeszcze gorzej. Wybuchnąłem śmiechem. W końcu to z niej zdarli. Tłumaczyła się, że mąż jest bardzo zazdrosny - czytamy w książce "Damy PRL-u".

Zabawne sceny rozgrywały się także podczas zdjęć do "Epitafium Barbary Radziwiłłówny", gdzie występowała, jak wówczas mówiono, najpiękniejsza polska para: Anna Dymna i Jerzy Zelnik. Tysiące Polaków w wypiekami na twarzy wpatrywały się w nagie piersi prześlicznej aktorki, gdy ta na ekranie zażywała kąpieli. Drugą sceną, która wryła się w pamięć widowni, była scena łóżkowa głównych bohaterów. Reżyser Janusz Majewski w książce wspominał później, że miłosne uniesienie pomiędzy Dymną a Zelnikiem nie mogło być sfilmowane przez... czerwone majtki tego ostatniego.

- Anka przyszła pierwsza w szlafroku, zrzuciła go, już siedząc na łóżku, i zręcznie wślizgnęła się pod tkaninę. Jurek przyszedł strasznie speszony, zdjął szlafrok i w slipkach wlazł pod prześcieradło, trzymając się od niej z daleka - pisał Majewski. I pewnie miłosna scena zostałaby odegrana, tak jak należy, gdyby nie fakt, że czerwone majtki Zelnika prześwitywały przez prześcieradło. Nie było wyjścia, aktor musiał je zdjąć, ale ewidentnie nie czuł się komfortowo, gdy musiał oddać je w ręce garderobianej. Ostatecznie słynną już scenę seksu udało się nagrać praktycznie przy pustym planie. Większość ekipy musiała go opuścić.

Majewski wspomina, że po latach Zelnik wyznał mu, coś, co rzuca inne światło na zachowanie aktorów w tym filmie.

- Myśmy z Anką od początku czuli się ze sobą bardzo dobrze. Podobaliśmy się sobie wzajemnie, właściwie mocno między nami iskrzyło, już zaczęły zachodzić jakieś chemiczne reakcje (…). Ale oboje nie byliśmy już wolni, więc uważaliśmy, aby nie posunąć się za daleko i nie narobić sobie kłopotów. Ale to wiedziały nasze głowy, a ciało jest głupie. Baliśmy się okropnie, że pod tym prześcieradłem sytuacja wymknie się nam spod kontroli. To znaczy Anka się bała. Ja bałem się zupełnie na odwrót, że Anka zorientuje się, jaki jestem przerażony. Okazało się, że miałem rację - zwierzył się Zelnik reżyserowi.

Golizna na całego

W latach 70. golizna weszła śmielej nie tylko na polskie ekrany kinowe, ale też telewizyjne. Tu prym wiódł zdecydowanie serial "07 zgłoś się", w którym dzielny porucznik Borewicz, grany przez Bronisława Cieślaka, ścigał wszelkiej maści złoczyńców, lecz był przy tym bardzo wrażliwy na kobiece wdzięki. Dlatego niemal w każdym z odcinków widzowie mogli obejrzeć nagi biust lub gołe pośladki.

Jednakże zdecydowanie najwięcej golizny, i to w tej najodważniejszej formie, pojawiło się w polskim filmie w latach 80. Obrazy takie jak "Porno", "Och Karol", "Seksmisja", "Widziadło" czy "Łuk Erosa" rozpalały wyobraźnię widzów, a do kin waliły tłumy.

W kolejnej dekadzie, oprócz jeszcze odważniejszych scen erotycznych, doszły nawet elementy... kanibalizmu. Tak jak w głośnym filmie "Szamanka" w reżyserii Andrzeja Żuławskiego, w którym Iwona Petry zjadała mózg Bogusława Lindy. Jednak żaden z polskich reżyserów jeszcze się nie odważył i nie zaserwował nam filmu w stylu "9 songs" czy "Baise moi", w których aktorzy nie udają, a sceny seksu są prawdziwe, pokazane ze wszystkimi szczegółami. Kwestia czasu?