- W rzeźbach Rzymianie nigdy nie mieli tendencji do tego, żeby jakoś bardzo eksponować przyrodzenie - dodał w programie "Dzień dobry TVN". - Interesowała ich zupełnie inna część ciała, mianowicie pośladki - podkreślił Węgłowski.

Jak wyglądała edukacja seksualna w starożytnym Rzymie i w starożytnej Grecji?

Adam Węgłowski to autor książki "Wieki bezwstydu. Seks i erotyka w starożytności".

Węgłowski zabiera czytelników w erotyczną wędrówkę przez świat antyku.  Zagląda do sypialni ateńskich arystokratów, do łaźni Wiecznego Miasta i na cyrkowe areny, pośród gladiatorów. Odkrywa najintymniejsze sprawy małżeństw sprzed dwóch tysiącleci. Demaskuje prawdę o zmysłowych greckich ucztach, na które spraszano wyłącznie mężczyzn. Ale też o życiu heter, o zakazanej miłości rzymskich legionistów i smutnym losie ludzi antyku, którzy ośmielili się przyprawić rogi sąsiadowi.

Achilles i... nekrofilia

Kilkanaście lat temu trafiła do kin zekranizowana za grube miliony hollywoodzka "Troja", luźna adaptacja "Iliady" Homera. Jako Achilles szalał w niej męski symbol seksu naszej epoki- Brad Pitt. Silny, ale wrażliwy. Facet z marzeń milionów kobiet. Tylko, czy aby "oryginalny" Achilles se starożytnych mitów był kimś takim? - zastanawia się Węgłowski.

Kiedy jednak baczniej przyjrzymy się opowieściom o Achillesie i skonfrontujemy wersy Homera z dziełami późniejszych starożytnych autorów achajski heros coraz mniej zacznie nam przypominać Brada Pitta z filmu. I nie chodzi jedynie o urodę aktora, znacznie starszego od bohatera "Iliady". Mityczny bohater w istocie rzeczy wydaje się bowiem człowiekiem o zaburzonej seksualnej tożsamości - dodaje. 

Węgłowski pisze m.in., że już pod Troją Achilles zaczął kłócić się z Agamemonem o piękną brankę Bryzeidę, która była seksualną niewolnicą achajskiego bohatera. To jedna nie koniec, bo Achilles kochał się też w swoim przyjacielu Patroklosie. Przyjaciel, z którym bohater dzielił nie tylko trudy walk: wedle dramaturga Ajschylosa po śmierci Patroklesa Achilles wzdychał z jego udami.

Heros biseksualistą? Tak pewnie byśmy go dzisiaj określili. Jednak psychoseksualny świat Achillesa był dużo bardziej skomplikowany. Pięknego trojańskiego księcia Troilosa achajski bohater pojmał i zgwałcił - doprowadzając do jego śmierci. A po zabiciu królowej Amazonek Pentezylei wielki wojownik... niemal od pierwszego wejrzenia zakochał się w jej uderzająco pięknym, martwym ciele. Zdaniem niektórych antycznych autorów nie była to miłość platoniczna: Achilles, nie mogąc pohamować nagłej żądzy, zgwałcił martwe ciało, tak było olśniewające. Gdy jeden z towarzyszy walki go po tym wyśmiał, heros jednym ciosem wybił mu wszystkie zęby i wysłał szydercę na tamten świat - czytamy.

Od Homera, żyjącego w VIII wieku p.n.e., do Kwintusa z Smyrny, który w IV wieku n.e. rozszerzył wątek Achillesa i Amazonek o szokujące dywagacje na temat uwielbienia zwłok, minęło ponad tysiąc lat. Po kolejnych ośmiu stuleciach dwunastowieczny pisarz bizantyjski Eustatios napiętnował Achillesa za wykorzystanie trupa, a po następnych ośmiuset latach angielski badacz Robert Graves wprost nazwał herosa nekrofilem - pisze Węgłowski.

Jak zrobić się na bóstwo?

Według Homera bogini Hera, szykując się do uwiedzenia Zeusa, nie zaniedbała żadnego szczegółu w swym wyglądzie. Natarła ciało pachnącą ambrozyjską oliwą, splotła w kędziory włosy, włożyła cudowną przepaskę Afrodyty i piękną szatę od Ateny. Ze swej bogatej biżuterii wybrała złoty pas, przepaskę z wisiorami i kolczyki z klejnotami, a na koniec założyła na gładkie stopy gustowne sandałki. Krótko mówiąc: zrobiła się na bóstwo. Wyglądało jednak na to, że to, co przystoi bogini, razi w przypadku śmiertelniczek. Starożytni bowiem wiecznie utyskiwali na kobiecą dbałość o wygląd - czytamy w jednym z rozdziałów.

"U kobiety wszystko jest sztuczne, i słowa, i wygląd. Jeśli któraś z nich wydaje się piękna, jest to niewątpliwie efektem maści. Jej piękność zrobiona jest z mirry, farb do włosów i szminek. Gdy pozbawisz kobietę tych sztuczności, przypomina sójkę z bajki, którą odarto z jej piór" – czytamy w erotycznej powieści romantycznej Przygody Leukippy i Klejtofonta Achillesa Tatiosa z przełomu II i III wieku n.e. Już wcześniej rzymski satyryk z II wieku p.n.e. Lucyliusz na cel wziął pachnidła: "Kobieta ładnie pachnie, kiedy w ogóle nie pachnie. Bo te wszystkie stare rupiecie polewające się perfumami, te bezzębne straszydła przysypujące pudrem ruiny swej urody cuchną, jak kucharz przyrządzający gulasz z resztek rozmaitych sosów" . Nie mniej okrutny był Owidiusz, gdy pisał dwa tysiące lat temu, że można łatwo wyleczyć się z uczucia, jeśli przyjrzy się ciału kochanki bez upiększeń.

Starożytna antykoncepcja

Żyjący dwa tysiące lat temu Areteusz z Kapadocji argumentował, że mężczyzna, który strzeże swego nasienia, jest zdrowszy i odważniejszy, jak atleta przed występem. Trudniej było starożytnym znaleźć argumenty za abstynencją u kobiet, wszak poza kapłankami skazanymi na dziewicze życie w świątyniach traktowano je jak maszyny do rodzenia dzieci . Przy zapobieganiu ciąży starożytni stawiali więc przede wszystkim na wstrzemięźliwość. Sporadycznie zdarzały się nawet przypadki clitoridektomii, obrzezywania kobiet mającego zapobiec ich rzekomej nadmiernej chutliwości. Niektórzy lekarze wspierali siłę woli zainteresowanych zabiegiem infibulacji – u mężczyzn przekłuwano członka i zakładano na niego klamrę z niewielkim zameczkiem, u kobiet podobnego zabiegu dokonywano przy narządach płciowych. Ba, stosowano także klamry przy odbycie! - pisze w jednym z rozdziałów Węgłowski.

Jakie były inne mniej drastyczne metody zapobiegania niechcianej ciąży?. Autor podaje, że starożytni zdawali sobie sprawę z istnienia cyklu miesiączkowego u kobiet. To dlatego Soranus z Efezu zalecał współżycie w "bezpieczne" dni niepłodne. 

Kolejnym polecanym przez niego sposobem był stosunek przerywany. Kobietom zalecano też kichanie i kucanie po zbliżeniu z partnerem, aby wyrzucić z siebie jego nasienie. Ale chyba równie dobrze można było zaufać magicznym amuletom, sile umieszczanego pod łóżkiem bukietu z piwonii lub sposobowi polegającemu na noszeniu przy sobie robaków z głowy pewnego włochatego pająka - co też rekomendowali niektórzy znawcy - czytamy.

Gdyby faktycznie wierzono w skuteczność tych metod i gdyby faktycznie były praktyczne, nie wymyślono by niczego innego. Tymczasem z traktatów spisanych przez greckich i rzymskich lekarzy dowiedzieć się możemy, że skutecznie zapobiegać ciąży miały odpowiednie preparaty roślinne. Kobiety stosowały wywary z ruty, wierzby białej, mięty polnej. Ufano w moc mikstur z owoców granatu (w końcu w ten sposób zabezpieczała się przed ciążą mityczna Persefona porwana przez Hadesa!). Także pokruszone jagody z krzaka jałowca umieszczone przy waginie miały być skuteczne. Popularność wśród starożytnych zdobyła ferula – selerowata roślina w mniejszych dawkach zapobiegająca ciąży, a w większych mająca zastosowanie wczesnoporonne - dodaje Węgłowski.

To nie wszystko, okazuje się m.in., że starożytni mieli też swoją... "pigułkę dzień po". Tak traktowano działanie nasion dzikiej marchwii.

Przy okazji tego ostatniego przykładu możemy zastanowić się, czy były to tylko banialuki, czy też przynajmniej niektóre antyczne środki faktycznie mogły być skuteczne. Oto prof. John M. Riddle wskazał, że dzika marchew wciąż znajduje zastosowanie jako środek antykoncepcyjny w Chinach, Indiach i… w górach Północnej Karoliny w USA. Skuteczności jej działania dowiodły badania laboratoryjne : pewne związki organiczne zawarte w nasionach tej rośliny (a dokładnie terpenoidy) mogą utrudniać zajście w ciążę i zagnieżdżenie zarodka, hamują też wytwarzanie progesteronu już po zapłodnieniu.

Jednak najsłynniejszym roślinnym środkiem antykoncepcyjnym było silphium, opisane przez Dioskoridesa w I wieku n.e. Chodziło o pochodzący z Afryki krzak o żółtych kwiatach i długiej łodydze. Jak wskazuje dr hab. Krystyna Stebnicka z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, znamienna jest starożytna moneta z Cyrenajki (Libia), która „nie pozostawia wątpliwości, że roślina ta miała chronić kobiety przed niechcianym dzieckiem. Na awersie monety widać pień z kwiatami, na rewersie zaś siedzącą przy silphium kobietę z ręką skierowaną w stronę łona” . Sęk w tym, że silphium stało się ofiarą własnej popularności. Tak wytrzebiono jego zasoby, że roślina wyginęła - pisze autor w książce "Wieki bezwstydu. Seks i erotyka w starożytności".

Grecy szydzili z miłości lesbijskiej

Lesbos, wyspa Safony, od wieków kojarzyła się Grekom z dziewczynami rozglądającymi się za innymi dziewczynami (o czym wspominał już poeta Anakreont w VI wieku p.n.e. ). Mogły przyczynić się do tego organizowane tam konkursy piękności dla kobiet, rzecz zupełnie niecodzienna w greckim świecie skoncentrowanym na pięknych chłopcach. Na dodatek zapewne to same panie oceniały swoje koleżanki - pisze Węgłowski. W świecie greckim mówiono o typie dziewcząt pochodzących z Lesbos, a na bazie takich sformułowań powstało potem nowożytne określenie "lesbijka" - dodaje.

Autor twierdzi, że Grecy nie znali i nie używali takiego terminu jak "homoseksualizm" i zażyłości między kobietami nie tolerowali.

Ukuli na określenie kobiety współżyjącej z inną kobietę inne słowo – hetairistria – jednak dotyczyło ono raczej homoseksualnej prostytutki . Dla Greków bowiem podobna miłość była niezrozumiała, rozpustna (bo czy któraś z kobiet w miłosnej parze nie musiała pełnić aktywnej roli, zarezerwowanej dla mężczyzn?) i skierowana wbrew naturze (bo przecież nie było seksu bez udziału mężczyzny). Szydzili z niej i ją wyśmiewali. Wprawdzie w Uczcie Platona Arystofanes dostrzegł pociąg kobiet do kobiet jako konsekwencję dawnego podziału "żeńskiego" praczłowieka, starającego się odnaleźć dwie własne połowy, jednak to tylko poetycka metafora, być może dla starożytnych nawet komiczna - dodaje.

Starożytni Grecy krytykowali "kobiety z Lesbos" i nie wdawali się przy tym specjalnie w szczegóły dotyczące ich pożycia seksualnego. Nie wyobrażali sobie jednak, że kobieta może szukać zaspokojenia bez użycia jakiegoś substytutu członka, a więc na przykład sztucznego penisa, zwanego olisbos. Wyrabiano takie fallusy ze skóry, drewna, kamienia. Nie zawsze rzeczywiście pełniły funkcję gadżetów do erotycznych praktyk, były raczej elementami czysto dekoracyjnymi w mieszkaniach, rodzajem ozdób lub talizmanów .
O istnieniu takich skórzanych dildów sprowadzanych z Miletu wspominała Lizystrata Arystofanesa . Na pokątnym wytwarzaniu podobnych sprzętów mogli dobrze zarabiać… szewcy . "Ależ piękny to przyrządzik!" – zachwycały się zakupionym olisbosem kobiety z Przyjaciółek, czyli poufnej rozmowy Herondasa z Kos w III wieku p.n.e. - "Oczy mi wyszły na wierzch ze zdumienia, bo naszym mężom nigdy tak nie stają (…) prościutko; w dodatku jak sam sen miękkie" . Ponad dwa tysiące dwieście lat temu Greczynki bezwstydnie rozmawiały ze sobą na temat, przy którym wiele Polek czerwieni się jeszcze dzisiaj
- czytamy.

Adam Węgłowski, Wieki bezwstydu. Seks i erotyka w starożytności, Znak