Na konferencjach poświęconych modernizacji Wojska Polskiego często toczyły się dyskusje o konieczności wprowadzenia nowych typów uzbrojenia piechoty. Jako najbardziej palące potrzeby wskazywano opracowanie skuteczniejszych pocisków do ręcznych granatników przeciwpancernych, a w dalszej perspektywie nowych granatników, oraz wymianę karabinów maszynowych PK i UKM-2000 na nową konstrukcję, kompatybilną z orężem wojsk państw NATO.

Zaprojektowany w 1961 roku Pulemiot Kałasznikowa pozostaje bronią skuteczną (przede wszystkim pod względem celności i siły rażenia naboju kalibru 7,62 milimetra), ale jej ciężar, gabaryty i odrzut sprawiają, że kłopotliwe jest dynamiczne prowadzenie ognia – wspieranie w natarciu czy w trakcie przemieszczania się własnej drużyny piechoty.

Takich problemów nie powinien przysparzać izraelski lekki karabin maszynowy Negev firmy IWI (Israel Weapons Industry). Współproducentem ma być Fabryka Broni w Radomiu. Początkowo będą w niej powstawać jedynie prostsze elementy karabinu, stanowiące 30 procent wartości całej broni. Z czasem rodzimy udział w produkcji może wzrosnąć, ale wątpliwe jest wytwarzanie przez Polaków komory zamkniętej, czyli „serca i tajemnicy Negeva”.

Jak twierdzą przedstawiciele fabryki oraz Bumaru, karabinem i zastąpieniem PK w drużynach piechoty jest zainteresowane Ministerstwo Obrony Narodowej. „Zaopatrzenie każdej drużyny piechoty w Negeva poprawiłoby sytuację”, twierdzi Krzysztof Koziej, główny specjalista do spraw rozwoju produkcji w radomskiej fabryce. „Najlepiej byłoby, gdyby każda z nich miała dwie sztuki tej broni. Wtedy jej siła ognia byłaby właściwa”.

Zasilany nabojami 5,56 x 45 milimetrów z taśmy, z magazynków bębnowych bądź ze standardowych natowskich magazynków od karabinu M-16, Negev jest lżejszy od PK o kilogram (bez amunicji waży od 7,3 do 7,5 kilograma, w zależności od wersji) i ma nieduży odrzut. Udowodniono to na prezentacji, w której trakcie pięciu strzelców, w tym jeden uzbrojony w Negeva, podeszło do „pozycji nieprzyjaciela”. Ten, który używał izraelskiej konstrukcji, przez cały czas w marszu mógł prowadzić ogień (wystrzelił 200 naboi), ponieważ nie przeszkadzał mu odrzut broni. Sytuacja powtórzyła się w czasie drugiej prezentacji, polegającej na odrywaniu się oddziału od przeciwnika. Przez cały czas strzelec wyposażony w Negeva przesuwał się do tyłu, osłaniając odwrót, co nieuchronnie zmusiłoby ścigających do padnięcia na ziemię.

Pracownicy radomskiej fabryki nie poprzestali na pokazach dynamicznych. Aby postawić kropkę nad „i”, jeden z nich przyłożył sobie podbitą gumą kolbę testowanego egzemplarza do szczęki i oddał krótką serię. Po czym nie wypluł ani jednego zęba, a nawet promiennie się uśmiechnął. Odbyły się też strzelania ze złożoną kolbą, które miały udowodnić, że z Negeva można prowadzić ogień zaporowy zza węgła.


LEPSZY NIŻ MINIMI

Za tymi karabinami przemawia wiele argumentów. Jest to konstrukcja sprawdzona w walce, mająca wiele prostych, niezawodnych patentów z gatunku „gniotsja nie łamiotsja”. Niezniszczalny jest, na przykład, amortyzowany dwójnóg podczepiany pod lufę LKM-u. Broń, której nazwa pochodzi od jednej z pustyń w Izraelu, jest odporna na pył i wysoką temperaturę, ale – jak zapewnia producent – testowano ją także w czasie silnych mrozów, jak również, gdy była zanieczyszczona błotem i śniegiem.

W Negevie łatwo wymienić lufę, można prowadzić ogień pojedynczy lub wystrzeliwać granaty nasadkowe. Ta ostatnia możliwość jest niespotykana w broni tej klasy. Karabin ma szynę montażową zespoloną z komorą zamkową, co uniemożliwia rozregulowanie przyrządów celowniczych podczas jej otwierania i zamykania. Negeva łatwo rozłożyć do czyszczenia, a czterostopniowy system zabezpieczeń minimalizuje ryzyko oddania niekontrolowanego strzału. Jak próbowano udowodnić na testach, broń nie jest też kapryśna, jeśli chodzi o jakość ogniwek taśmy amunicyjnej. W trakcie pokazów jednak kilkakrotnie się zacięła. Przedstawiciele fabryki tłumaczyli, że było to spowodowane „odkształceniem się plastikowych ogniwek w wyniku rozgrzania broni”.

CO Z MSBS?

W związku z rozpoczęciem montażu i częściowej produkcji Negeva w Polsce nasuwa się pytanie: co z rozwijanym od kilku lat polskim programem modułowego systemu broni strzeleckiej (MSBS)? Na jego podstawie będzie przecież można tworzyć różne rodzaje nowoczesnej broni piechoty, także... LKM, a pierwsze MSBS-y mają trafić do Wojska Polskiego już w 2014 roku. Po co w takim razie importować zagraniczny patent, skupiać się na konstruowaniu jego najprostszych części i sprzedawać wojsku konkurenta własnej myśli technicznej?

Przedstawiciele Fabryki Broni w Radomiu twierdzą, że ten program nie jest zagrożony przez rozpoczęcie produkcji Negeva. Ich zdaniem izraelska konstrukcja może służyć jako model przejściowy do czasu wprowadzenia MSBS w wersji broni wsparcia. Ze względu na ograniczone możliwości finansowe MON raczej wątpliwy jest zakup kilku czy nawet kilkunastu tysięcy lekkich karabinów maszynowych tylko po to, aby zastępować je po dwóch latach innymi (pierwsze Negevy weszłyby do użycia w 2012 roku).

Warto wspomnieć, że na początku tego stulecia w Radomiu był opracowywany UKM wzór 2003, oparty na podobnych założeniach jak Negev, jednak w pewnym momencie projekt został zatrzymany. Argumentowano wówczas, że taki karabin nie przyda się Wojsku Polskiemu w przewidywanych możliwych konfliktach zbrojnych. A teraz mówi się, że Negev będzie idealny na misjach, niezwykle pomocny w wypełnianiu zadań w Afganistanie. Tymczasem w armiach państw NATO w ostatnich latach  kwestionuje się sens użycia broni wsparcia o kalibrze 5,56 milimetra ze względu na zbyt mały zasięg w porównaniu z używanymi przez nieprzyjaciela karabinami systemu Kałasznikowa (kalibru 7,62 milimetra). Sprawa zakupu Negevów jest więc  kontrowersyjna.