Wieczny chłopiec, dostojnik, Pan Czesiek – tak mężczyzn dzieli Agnieszka Osiecka, o czym i Pani pisze w książkach. Kobiety też się da tak sklasyfikować?
Wzięłam sobie ten podział od Osieckiej, żeby nam kobietom było łatwiej. Ale baby? O rany, tych typów będzie chyba więcej.

To ile dokładnie? I przede wszystkim jakie?
Zaraz, zaraz, niech pomyślę... Pojawiają się na przykład damy, co to muszą zawsze świetnie wyglądać, mieć koło siebie samca alfa, bo tylko wtedy czują się ważne i uznane, nazwijmy je – analogicznie – dostojniczki. Przeważnie neoliberalne, a jak robią kariery, to trochę zapominają, że nie wszystkim to się może udać i że na świecie są też osoby biedne, uległe i nieradzące sobie.
Są też rzecz jasna wieczne dziewczynki – skoro są i wieczni chłopcy. Słodkie istoty, które - podejrzewam - w domu musiały być maskotkami. Ubierane w ładne ciuszki, słyszały potem: "Ona jest taka mała, taka słodka, taka zabawna" i takie zostały do końca życia. Lubiane i potrzebne wśród towarzystwa wyrosły w przekonaniu, że wcale nie muszą być dorosłe. Bo po co, skoro jest się taką fajną dziewczynką. Bywa, że kiedy mają już te 80 lat, to nadal noszą kiecuszki, w których wyglądały dobrze, kiedy miały lat 16.

A odpowiednik Pana Cześka – jaka to będzie kobieta?
Sól ziemi, tak ją nazwę. Wyposażona w potrzeby duchowo-intelektualne, która potrzebuje stale się rozwijać. Takich kobiet jest zresztą mnóstwo, coraz więcej. Biorą się z różnych miejsc, ale zawsze dochodzą do własnej drogi – są mądre, głębokie, odpowiedzialne. Tylko proszę ich nie mylić z tymi, które nie dość że są piekielnie zdolne, to jednocześnie bardzo upodabniają się do mężczyzn. Bo wtedy musimy je nazwać, niestety, kobiety patriarchalne. To te, które chcą być jak mężczyźni, więc jeśli robią karierę, zarabiają pieniądze czy np. walczą o prestiż, to tylko w męskim stylu.

"W męskim stylu", czyli jak dokładnie?
Przez rywalizację, snucie intryg i jednoczesne niepokazywanie siebie. Kobieta musi się wtedy zrobić jak automat – mężczyzna niekoniecznie, bo im jest z reguły łatwiej ukrywać uczucia; tego się przecież uczą od dziecka. Kobieta tymczasem musi siebie wtedy bardzo schować, i to nawet sama przed sobą. Na szczęście jest ich niewiele; w przeciwieństwie do tych nawiedzonych, to kolejna już kategoria. Oczywiście są wśród nich zarówno wariatki, ezoteryczne damy, jak i kobiety bardzo mądre. New age, zioła, tantry i diety – interesuje je to wszystko. Innymi słowy: to kobiety, które mówią: wiem, jak żyć, co jeść i np. jak się ustawić na resztę życia.

I to ich przeciwieństwem są kobiety tak zarobione i tak potrzebne innym, że siebie stawiać będą na samym końcu?
Tak, one są niesamowicie dobre – choć dla mnie ta ich dobroć jest wprost okropna. Psują wszystkich i na wszystko pozwalają, bo tak zostały wychowane, bidule. O tych mówię krótko: naddobre.

Czym się w takim razie różnią od wiecznej dziewczynki?
O, różnią się. Bo wieczna dziewczynka to jednak zbiera sporo miodziku dla siebie, a naddobra po prostu zasuwa dla innych. Jest jak wieloczynnościowy robot damski, co to jeszcze się nie położyła wieczorem, a już wie, co ma zrobić następnego dnia. I to oczywiście w odpowiedniej kolejności. Dość jednak o nich, skoro są jeszcze np. wieczne dziewczyny, czyli inaczej mówiąc dziewczyny sportowe. Sprężyste, w dobrej formie, zawsze przechylone za bardzo na stronę motoryczno-cielesną. Bo nie dość że są bardzo zdrowe, to jeszcze uczą innych, jak zdrowo żyć. Ale wiedzą też, że nikt nigdy nie będzie taki jak one, więc mogą sobie spokojnie ćwiczyć i nikt ich w tych staraniach nie prześcignie. Bywają przy tym bardzo zdobywcze – skaczą, pływają, same wędrują przez świat i pokazują, że można się nie bać.

Uzbierało się już siedem typów…
A widzi pani, jaka jestem zdolna. Co by tu dalej? Tak się rozochociłam… (Po chwili) Mendy, zołzy, koszmary… och tak, tak, są takie, choć to ostatni już typ. Nadopiekuńcze mamusie po prostu. Tyle, że ile naddobre są ciche i patrzą uważnym oczkiem, czy aby dobrze wszystko zrobiły i czy wszyscy są zadowoleni, o tyle wredna menda jednocześnie się poświęca i rządzi. Robi różne rzeczy tylko po to, żeby mieć prawo pokrzykiwać, oskarżać, mieć pretensje do całego świata, być nieszczęśliwa, zatruć wszystkim życie i jeszcze umrzeć w poczuciu: "Przeklinam was wszystkich. Bo nikt nie był dla mnie dość dobry. Bo nikt mnie nie kochał". One oczywiście bardzo się biedne i bardzo niedokochane, ale próżno u nich szukać empatii i życzliwości. Mało tego one są przy tym zawsze bardzo zapracowane – i to na własne życzenie, bo uważają, że same robią wszystko najlepiej. Patrząc znad pierogów, co to ich 400 sztuk ulepiły, na taką, co to siedzi na kanapie i czyta książkę, myślą tylko: "Jakaś taka leniwa ona jest. To nie w porządku". Pamiętam jedną teściową, co powiedziała : "Jak przyszłam do nich do domu, to ona siedziała na fotelu, a on jej herbatę podawał. Mój syn! To skandal!".

A kobiet którego typu jest najwięcej?
Tych bab, które są solą ziemi, przy czym można byłoby wskazać jeszcze różne ich podtypy. To właśnie one stanowią może około 60 proc. kobiet. Bo jest też np. typ kobiet zdominowanych przez mężczyzn – niesamodzielnych, które uznały, że jak panowie rządzili, to mają rządzić dalej. One z kolei mają cicho siedzieć pod miotłą i tylko mówić: "Tak jest, królu i władco".

A Pani jakim jest typem? Że tak zapytam wprost.
Sól ziemi, choć jestem też kobietą różnorodną – jak zresztą większość z nas. Powiedziałabym o sobie, że jestem jak kot i niedźwiedź. Ciepła, puchata i przytulna, ale potrafię też pacnąć pazurkiem – nie pozwolić na coś albo o coś zawalczyć. Mam dużo możliwości.

Mężczyzna też ma w czym wybierać. Skąd ma wiedzieć, jaki to typ kobiety, jak już na nią spojrzy?
Musi sprawdzić, bo jak ona mu się podoba fizycznie i bardzo go do niej ciągną feromony, to nic nie widzi. Tak jak baba – jak się zakocha, to jej się wydaje, że to ideał. On też nie widzi, kto to jest? co potrafi? jaka ona będzie potem?
Poza tym nadal mamy małe doświadczenie w kontaktach międzyludzkich, choć oczywiście większe niż kiedykolwiek. Przecież kiedyś byliśmy separowani płciowo – młode dziewczyny w ogóle się nie znały na facetach. Same też tylko pokazywały tę swoją dziewiczość i niewinność. Inna rzecz, że niewiele więcej facetów obchodziło, co one tam w sobie mają. Ładna była i posag miała, to czego chcieć więcej, uważali. Teraz z kolei mężczyźni chcą, żeby była i spokojna, i ciepła, a do tego jeszcze serdeczna, i żeby ich wspierała. Często mówią też, że dobrze by było, żeby była inteligentna – co mi się podoba ogromnie – oraz żeby miała swoje sprawy i zainteresowania. Oni lubią te kobitki sól ziemi.

Tylko jak mają dojść, że ich kobieta akurat taka jest? Albo i nie?
Muszą sprawdzić, powtórzę to jeszcze raz. Ale niestety zazwyczaj im się spieszy. Do łóżka, rzecz jasna. A potem to się dopiero okazuje… Mój własny tatuś nie sprawdził. Mamusia też zresztą nie miała kiedy – akurat była wojna, kiedy rozdzielił ich obóz koncentracyjny. Potem już jej biednej nie wypadało go zostawić, chociaż się zakochała w innym. I tak się męczyli, bidule. Tata mi też kiedyś powiedział krótko: "Wiesz, jak mama była moją narzeczoną, to ja już powinienem wiedzieć, że ona nie jest dla mnie. Ale ona była taka piękna!""

Powinien wiedzieć? Ale skąd? Dlaczego?
A właśnie… Bo poszedł z nią na spacer, a ona powiedziała: "Wiesz, tu jest blisko mój krawiec, więc wejdę na chwilę". I zniknęła mu na trzy godziny. On stal i czekał, bo był zakochany. Tymczasem ta sytuacja już powinna mu pokazać, że ona jest próżna. Że go zostawi dla swoich spaw; przecież krawca można załatwić kiedy indziej, a nie kiedy się poszło na randkę. Że go w jakiś sposób lekceważy. Może go nie kocha. A może lubi, kiedy on jest nią tak totalnie zauroczony – tak też się zdarza.

Mężczyźni nierzadko nie mają odwagi wyjaśniać takich sytuacji. Inna sprawa, że też nie pytają. A co najbardziej chcieliby wiedzieć o kobietach?
Czego one od nich tak naprawdę chcą i jacy mają przy nich być, żeby one były nimi zachwycone. Bardzo lubię takie zdanie, że "mężczyzna długo pozostaje pod wrażeniem, jakie zrobił na kobiecie" – ono idealnie wpisuje się w to, o czym teraz rozmawiamy.
A tak poza tym, to chcieliby wiedzieć, co ona czuje w seksie. Co jej dobrze robi? Choć – co racja to racja – mogli by też czasem o to sami zapytać. Nie robią tego jednak też ze wstydu. Zresztą nie tylko mężczyźni – my się w ogóle wielu rzeczy wstydzimy i to wciąż jest teren do zagospodarowania.

A chcieliby np. wiedzieć, dlaczego kobiety tak kochają kwiaty i słowa? Bo to chyba wspólne wszystkim paniom.
Większości. "Jak już takie jesteście to miejcie sobie" – mówią jedni i kupują, podczas gdy inni: "Idiotki, a po co im to!" i nie kupują, chamy jedne. A ja mówię: "Chcesz mieć kwiaty, to je sobie kup. A jak potem dostaniesz, to będziesz miała dwa razy".

"Dlaczego nie czytają instrukcji obsługi?", "Dlaczego nie potrafią się spakować do małej walizki?", "Dlaczego tyle czasu wiszą na telefonie" – to z kolei wynik sondy, którą przeprowadziłam wśród mężczyzn przed kilkoma dniami. No właśnie, dlaczego?
Ja też nie czytam instrukcji i nie zamierzam. A od czego mam chłopa? (Śmiech) A tak na poważnie: bo nienawidzę tego, po prostu. To jest dla mnie mordęga, choć faktem jest, że potem jestem jak ten jełop, co to co chwilę pyta: "Słuchaj, a jak to się włącza?" albo mówi w nerwach: "Zepsuło mi się". Ale mam prawo: "Jestem głupia kobietka też".
Co do walizek, to odpowiedź jest jedna: bo chcemy się bawić, cieszyć, podobać, mieć wybór. Jesteśmy chłonne, zachłanne i – nadal nie ma w tym nic złego – zależy nam na tym, żeby mieć dużo rzeczy i podobać się mężczyznom, a najlepiej żeby nas wszyscy zauważyli. Choć faktem jest i to, że po iluś latach przychodzi i taka umiejętność. Wtedy, jak baba jedzie, to pakuje się do małej walizki, myśląc: "A w zasadzie wszystko jedno w czym będę chodziła, byleby to było wygodne".

I to wszystko sprawia, że kobiety z reguły są – jak to mówią mężczyźni – takie skomplikowane?
A nie są?! Oczywiście, że są. Inne jest przecież nasze wyposażenie cielesno-mózgowe, a co za tym idzie i dużo bardziej sensualny i seksualny jest nasz odbiór świata. I fajniejszy orgazm mamy, tylko musimy się go nauczyć, to tak na marginesie. Poza tym przecież myśmy przez wieki były służebne, w związku z tym musiałyśmy wyostrzyć wszystkie zmysły, żeby tylko tego pana podejść, zrozumieć, oczarować, oszukać, wykorzystać, roznamiętnić, zadowolić – żeby nas wybierał przed innymi. Siłą rzeczy jesteśmy też cholernie czułe, czujne, empatycznie, nastawione na komunikowanie się i relacje. I, co nie mniej ważne, między sobą równe, bo jak kobiety w haremie – albo w dworku, albo w chałupie – służyły ale też leżały, czytały, pachniały, gotowały, prały i sprzątały, to jednak zawsze ze sobą rozmawiały, intrygowały. W tym sensie, że intryga kobiet jest elementem walki o mężczyznę. Wchodziły w sojusze, przyjaźnie, układy. Musiały się też nauczyć zwierzać i odczytywać, co która czuje i czego oczekuje.

Skoro kobiety wiedzą tak dużo, to co z kolei mężczyźni powinni zrobić, żeby je zdobyć, kochać i żyć z nimi?
Niewielu wie, jak kochać i żyć, bo to trudniejsze - tatusiowie nie nauczyli. Zresztą wymaga współpracy obu stron. Natomiast niektórzy niestety wiedzą, co zrobić, żeby zdobyć: gadać, gadać i jeszcze raz gadać. Ale wiedzą głównie łajdacy, ci sprytni, którzy na sznureczku nizają sobie, ile to już zdobyli tych pań. Bo kobieta nadstawia przede wszystkim ucho – jest spragniona najpierw pieszczoty słownej, potem gapienia się w nią jak w ołtarz. Przy czym ona jednocześnie takiemu mężczyźnie wierzy ("Bo przecież tak tęskniłam") i nie wierzy ("Może jego uwaga mi się nie należy"). Ale że tak strasznie pragnie, i jeszcze jej naobiecywali w piosenkach, filmach romantycznych i powieściach, że wszystko dostanie, to jak on tylko się pojawi i tak jej nagada, to ona już jest cała jego. I jeszcze liczy, że już tak zawsze będzie miała.

Tyle tylko, że to pierwszy etap takiej znajomości – zauroczenie, fascynacja…
A potem bidula się mocno przejdzie; zawsze tak to wygląda. Z tego między innymi powodu ja w ogóle jestem przeciwko całej tej romantycznej miłości – uważam, że ten mit narobił bardzo dużo szkód. Trzeba przecież zdawać sobie sprawę, że to jest chwila – cudna, urocza – ale chwila. Ulotna, jak każda chwila. A budować relację trzeba z czegoś bardziej realnego. Nie z pretensji, że nie jesteś taki jak na początku, albo z żalu – że mnie jednak nie kochasz. I tu uwaga: mężczyźni wierzą kobitom, więc jak ona im pięć razy powie: "Ty mnie nie kochasz", to oni sobie pomyślą: "Cholera, to może ona faktycznie ma rację".

Albo – odwracając tę sytuację – to on sobie pomyśli, że ona nie jest już taka jak na początku.
Oczywiście, bo nie będzie. Każdy uczciwie powinien przyznać wtedy, że ani ja, ani ty już tacy nie jesteśmy. Tutaj nie ma się co oszukiwać – jak się komuś chcemy podobać, to natychmiast przestajemy np. narzekać i być w złym humorze, a zaczynamy się uśmiechać, jesteśmy uważne, zachwycone, ciepłe i delikatne. A potem wychodzi, jakie jesteśmy naprawdę, że wcześniej mniej albo więcej naoszukiwałyśmy….

…w dobrej woli i nawet często nieświadomie.
Oczywiście i to też będzie prawdą. Powiem tak: tylko jeśli ludzie dojrzeją, to może być im ze sobą cudnie. Bądźmy więc nie tylko uczciwi wobec siebie, ale też rozwijajmy się porządnie. Bądźmy otwarci na krytykę – i tę wobec siebie, i wobec partnera. Co ja robię? Po co? Co z tego chcę mieć? I w drugą stronę: Co ona robi? Po co? Co z tego chce mieć? I nie na zasadzie podejrzliwości, ale uważności. A jak chcesz kogoś mieć na stałe, popatrz, sprawdź, zobacz jaki ty jesteś, jaka ona jest, przypatrz się, co wam wychodzi. I nie wierz temu, co jest na początku. "O Jezu! Na te same filmy chodzimy", "Och jej, te same zapachy lubimy". "A pan też do Zakopanego jako dziecko? Bo ja tak". Cudnie, wspaniale, tylko że Zakopanego za chwilę nie będzie.
Rada jest jedna i podstawowa: "Bądź w tym, co robisz. Bądź w swoim życiu obecny, pamiętając, że z kim się zwiążesz, tak będziesz miał".