Hasło reklamowe jednego z banków spermy brzmi w wolnym tłumaczeniu: „Dlaczego by nie dostać za to pieniędzy?”. Żaden spośród wyspecjalizowanych „handlowców” wysyłanych przez banki nie przekonuje mężczyzn, przedstawiając darowanie spermy w kontekście wielkiego altruizmu czy tym bardziej specyficznego rodzaju ojcostwa. Przynajmniej jeszcze do niedawna tak było.

Washington Post opublikował długą historię o 45-letnim rozwiedzionym artyście z Kalifornii. Anonimowy „Donor 929” został odnaleziony przez upartą, samotną matkę, która zaszła w ciążę dzięki jego plemnikom. Odszukała go, bo chciała stworzyć z nim normalną rodzinę. Dzieci oprócz szansy poznania ich biologicznego ojca, dostały także możliwość odwiedzenia banku, zajrzenia do zbiorniczka z nasieniem i otrzymania pamiątkowego pinu spermy.

Rocky Mountain News przytacza historię pewnego 22-letniego mężczyzny, poczętego w wyniku in vitro, który zapragnął poznać swojego biologicznego ojca. Chciał zbudować z nim więź podobną do tej, która łączyła go z prawnym ojcem. Inny amerykański periodyk zamieszcza list kobiety, która używając wielkich słów dziękuje wszystkim dawcom nasienia za dzielenie się swoim materiałem genetycznym. Jej zdaniem dziecko to ogromne wydarzenie w życiu samotnych kobiet, a „darem najbardziej znaczącym jest dar z samego siebie”.

Wszystkie te historie łączy dość dziwne pomieszanie faktycznych intencji dawców z ich społecznym odbiorem. Zwykły biznes, przemyślana transakcja ewoluuje do heroicznego czynu. Na faceta, który oddaje porcję nasienia za 50 dolarów, ni stąd ni zowąd spada chwała darczyńcy rozdającego na lewo i prawo łaskę bycia matką.    

Pojawienie się gloryfikacji „ojców dawców” stoi w pewnej sprzeczności z doświadczeniami społeczeństw jakie mogliśmy obserwować na przestrzeni minionej dekady. Ojcowie opuszczający rodziny, poddają testom DNA rzekomo nie ich potomstwo, dążąc do uniknięcia płacenia alimentów lub odbycia kary pozbawienia wolności. Jak po latach „ojcowskiej absencji” można dojść do sytuacji gloryfikowania dawców nasienia? – pyta Commonweal Foundation.

Najbardziej prawdopodobną odpowiedzią jest ta, że społeczność dzieci powstałych w wyniku sztucznego zapłodnienia wyraża w taki sposób pragnienie posiadanie biologicznego ojca. Jednak biorąc pod uwagę rozrastający się rynek handlu plemnikami oraz rosnącą liczbę samotnych matek – takie historie będą się zdarzały coraz częściej. Pragnienia kobiet do zbudowania rodziny z dawcą materiału genetycznego i chęć dzieci do odnalezienia biologicznego taty będą za pewne inspiracją dla jeszcze wielu peanów na cześć przedsiębiorczych i płodnych mężczyzn, odtąd nazywanych ojcami.