Marta Jarosz: Przygotowując się do rozmowy, przeglądałam zasoby Internetu w poszukiwaniu newsów na Pana temat i mocno się zdziwiłam, gdy okazało się, że pierwsze, co podpowiada wyszukiwarka w kontekście Pana nazwiska, to fraza „Bartek Żukowski przytył”. Czuje Pan silną presję dobrego wyglądu?

Bartosz Żukowski: Zupełnie nie interesuję się tym, co piszą o mnie w Internecie, więc nawet nie wiem, że moja tusza jest tak gorącym tematem, a jeśli chodzi o moje samopoczucie związane z wyglądem, to nie zaprząta mi to głowy. Mówiąc aktorskim slangiem "nie robię w amantach", więc nie muszę wyglądać jak amant. W przypadku aktorów charakterystycznych, czyli takich jak ja, to nawet niewskazane. Po prostu robię coś, do czego idealne ciało nie jest wymagane.

Ale dba Pan o nie! Przecież właśnie wyszedł Pan z zabiegów, które pomagają dobrze wyglądać… (spotykamy się w Hotelu Słoneczny Zdrój w Busku-Zdroju – przyp. red.)

Zabiegi, z których korzystam, mają na celu raczej odstresowanie, niż wypięknienie. Należę do tego typu ludzi, u których negatywne emocje mocno dają o sobie znać w postaci dolegliwości ciała. Dlatego z tym walczę.

Co konkretnie Panu dolega?

Teraz już się polepszyło, ale miałam duże problemy ze snem, z bólami kręgosłupa i głowy, a także połamanego kiedyś kolana.

I co Panu pomogło?

Przede wszystkim pinoterapia. Spróbowałem jej kilka tygodni temu i po kilku zabiegach poczułem poprawę.

Co to za zabieg?

Polega na wbijaniu w różne części ciała czegoś, co przypomina gwoździe. Używa się do tego przyrządów podobnych do noży. Te akcesoria wyglądają dość rzeźniczo i kiedy słucha się o ich zastosowaniu, można się przerazić, ale naprawdę warto spróbować.

Te gwoździe pozostają w ciele, czy co się z nimi dzieje?

Nie, mistrz pinoterapii uderza nimi w wybrane punkty na ciele, o których wie, że są odpowiedzialne za konkretne mechanizmy organizmu. I tyle.

To boli?

Bardzo, szczególnie za pierwszym razem. Niektórzy ludzie pewnie zrezygnowaliby z zabiegu na sam widok narzędzi używanych do jego wykonania, ale ja lubię próbować różnych rzeczy i tego akurat zupełnie nie żałuję - wręcz przeciwnie.

A to nie jest trochę tak, że aby taki zabieg przynosił rezultaty, trzeba w to mocno wierzyć?

Tu nie ma w co wierzyć. Ja tego spróbowałem i mam efekty.

Robi Pan jeszcze coś, żeby się odstresować? Może coś bardziej konwencjonalnego?

Nie wiem, czy to bardziej konwencjonalne, ale pilotuję samolot, czytam książki, aktywnie spędzam czas z córką.

Zdarzyło mi się kiedyś słyszeć taką opinię, że mężczyzna w takiej sytuacji prywatnej, w jakiej Pan się obecnie znajduje, jest bardziej skłonny do popadania w kompleksy. Mam Pan taki problem?

Nie. Dobrze się czuję ze sobą. Oczywiście, że wolałbym być szczuplejszy, ale mam świadomość, że ciało nie może determinować w życiu wszystkiego innego. Poza tym ciało się zmienia. Raz wygląda się tak, innym razem inaczej i z tym trzeba żyć. To na pewno nie powód do załamania czy totalnej fiksacji na jednym punkcie.

Podjąłby Pan wyzwanie totalnej przemiany fizycznej dla roli?

Jeśli byłaby tego warta, to tak.

A jest coś takiego, czego nigdy nie zrobiłby Pan z ciałem? Mam na myśli zarówno dobrodziejstwa medycyny estetycznej jak i zmiany, których możemy dokonywać sami.

Chyba nigdy o tym nie myślałem… Na pewno nie jestem fanem botoksu, bo to ogranicza mimikę, a aktor nie może mieć niesprawnej twarzy. Tylko na lato robię botoks w jednej bruździe na czole, żeby się nie marszczyć. Nic więcej bym w ten sposób nie skorygował.

Ma Pan jakiś wzór męskiego ciała, o którym myśli, że fajnie by było tak wyglądać?

Zupełnie nie. W ogóle nie imponują mi walory fizyczne innych mężczyzn, niezależnie od tego, kim są. Charakter, cechy osobowości - tylko to może mi zaimponować.

Co Pan sądzi o facetach, którzy latem chodzą po ulicach miast bez koszulki? Muszą być bardzo pewni siebie, prawda?

To jest dla mnie okropne. Nieważne, czy ma się idealne, czy mniej idealne ciało. Dress code obowiązuje i centra miast na pewno nie są miejscem, w którym ktokolwiek może sobie pozwalać na chodzenie bez koszulki. Eksponować się w ten sposób można na plaży.

Jak Pan sobie radzi jako pracujący tata na pełen etat?

Córka zawsze jest na pierwszym miejscu, a szczególnie od chwili, gdy przejąłem większą część opieki nad nią. Resztę obowiązków i zadań dostosowuję do niej. Robię wszystko, żeby tutaj nie nawalać. To da się pogodzić.

Trwają wakacje. Planuje Pan spędzić jakoś wyjątkowo ten czas z Polą?

Chcemy wyjechać nad morze, ale szczegóły nie są jeszcze ustalone, bo wszystko będzie zależało od tego, jak ułożą się moje zobowiązania zawodowe. Jestem w trakcie przygotowań do ważnego projektu, którego szczegółów nie mogę na razie zdradzać.

Taniec z gwiazdami…?

Nie! Miałem taką propozycję, ale odmówiłem.

Nie przysłużyłoby się to pańskiej popularności?

Taka popularność mnie nie interesuje. Poza tym nie lubię tańczyć.

Dziękuję za rozmowę.