W styczniu na urlopy ojcowskie poszło niemal 15 tys. ojców. To o 16 proc. więcej niż rok wcześniej; najwyższy procentowo wzrost od stycznia 2015 r. W tym roku z ich wykorzystaniem może być jeszcze lepiej. W całym 2017 r. z tej formy świadczenia skorzystało 174 tys. mężczyzn, niemal 20 proc. więcej niż rok wcześniej.

– To pozytywna informacja, pokazuje, że ojcowie bardziej angażują się w opiekę nad dziećmi – mówi Zofia Szweda-Lewandowska z SGH. Zadowolony jest także wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Bartosz Marczuk. – Wszystkie badania pokazują nam, że większy udział obojga rodziców w wychowaniu dzieci skłania ich do posiadania większej liczby potomstwa – podkreśla Bartosz Marczuk.

Urlop ojcowski trwa dwa tygodnie i jest pełnopłatny. Może być wzięty łącznie na 14 dni lub podzielony na dwie części po tygodniu. Można go wykorzystać do ukończenia przez dziecko drugiego roku życia.

Rosnąca liczba tego rodzaju świadczeń to efekt kilku czynników. Po pierwsze, bierze się z większej świadomości mężczyzn, że taką możliwość mają, ale także ze zmienionych przepisów, które dają możliwość wykorzystania tego urlopu po zakończeniu rodzicielskiego. – Także dobra sytuacja na rynku pracy powoduje, że ojcowie częściej korzystają z tej możliwości, bo wśród pracowników nie ma lęku, że pracodawca będzie na to patrzył nieprzychylnie – ocenia Bartosz Marczuk. Potwierdza to Zofia Szweda-Lewandowska. – Nastąpiła zmiana mentalności pracodawców, którzy przyzwyczaili się, że ojcowie włączają się aktywnie w wychowanie dzieci. I pojawia się nawet pewnego rodzaju moda. Szwedzkie badania pokazują, że tam, gdzie ojciec włącza się w opiekę, spada prawdopodobieństwo rozwodu – podkreśla Zofia Szweda-Lewandowska.

Urlopy ojcowskie weszły w życie na początku tej dekady. Początkowo wiedza o nich była bardzo ograniczona. W 2013 r. z tej możliwości skorzystało zaledwie 30 tys. ojców, ale już rok później ponad 100 tys. Zahamowanie wzrostu nastąpiło w 2016 r., gdy weszły w życie przepisy wydłużające możliwość skorzystania z tych rozwiązań z pierwszych 12 miesięcy życia dziecka do 24 miesięcy.

Jak pokazują dane ZUS, wykorzystywanie tych urlopów odbywa się według specyficznego rytmu. Od lat najwięcej ojców korzysta z nich we wrześniu. To z jednej strony miesiąc rozpoczęcia szkoły czy przedszkola, więc urlop może pomóc w aklimatyzacji starszego dziecka w nowym miejscu. Dla rodziców z mniejszymi dziećmi to okazja do spędzenia letniego wypoczynku po wakacyjnym szczycie. Na drugim miejscu jest październik. Potem stopniowo liczba branych urlopów spada do stycznia, który z reguły jest miesiącem, w którym z rozwiązania korzysta najmniej ojców. Jeśli ten schemat powtórzy się także w tym roku, to na podstawie liczby wykorzystujących te urlopy w styczniu można szacować, że w całym roku może być to rekordowa liczba ponad 200 tys. ojców.

W pewnym stopniu ten wzór korzystania z urlopów powiela roczny rytm urodzeń – porodów najwięcej jest w sierpniu i w kolejnych miesiącach ich liczba spada, po czym jest znów miniszczyt w marcu. Jednak ta zależność nie jest ścisła, bowiem liczba urlopów macierzyńskich w poszczególnych miesiącach waha się znacznie bardziej od liczby urodzeń.

Urlopy ojcowskie to rozwiązanie, które już utrwaliło się w świadomości rodziców. Jego celem było skłonienie ojców do opieki nad dzieckiem w pierwszym etapie jego życia. Wśród części ekspertów pojawiają się postulaty zmiany modelu i wprowadzenia znacznie dłuższego urlopu ojcowskiego, który zastąpiłby częściowo rodzicielski. Z takimi postulatami wychodzi także Komisja Europejska, rząd jednak jest im przeciwny.

– Do pomysłów KE należy podejść z dużą ostrożnością. To szkodliwe z punktu widzenia wartości, bo to rodzice, a nie urzędnicy powinni decydować, jak wykorzystać urlop – mówi Bartosz Marczuk.

Tam, gdzie ojciec włącza się w opiekę, spada ryzyko rozwodu